Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomidory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Sos salsa

Ostatnio nabrałem ochoty na quesadillę, ale ponieważ sama w sobie wydała mi się dość nudna, postanowiłem przygotować do niej domowy sos salsa. Składniki sosu są takie same jak w przypadku klasycznej salsy, tylko konsystencja bardziej przypomina sos. Do klasycznej salsy wszystkie składniki kroimy w drobną kostkę i mieszamy, nie miksujemy. Standardowym dodatkiem jest też świeża kolendra, ale niestety akurat nie udało mi się jej kupić. Taki sos świetnie sprawdzi się do dań kuchni meksykańskiej, ale też fajnie podkręci zwykłe kanapki.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Fasolka po bretońsku

Ostatnio będąc na zakupach mijałem stoisko z gotowymi daniami w słoikach i zrobiłem się na ich widok dziwnie głodny. Już miałem sięgnąć po gotową fasolkę, kiedy pomyślałem, że przecież takie danie to nic trudnego, mogę je sobie zrobić sam. Ciężko zaspokoić nagłą potrzebę zjedzenia fasolki po bretońsku, bo jednak jest to dość czasochłonne danie, zwłaszcza biorąc pod uwagę czas namaczania fasoli. Ale dużo pracy przy nim nie ma, a jednocześnie mam pewność co jest w środku i wiem, że kawałka kiełbasy nie będę musiał szukać przez godzinę na talerzu ;) 

piątek, 22 marca 2013

Spaghetti bolognese z klopsikami

Pomimo tego, że ostatnio króluje u mnie chińszczyzna (przeplatana muffinkami ;) ) czasem i ja miewam ochotę na stare, dobre, sprawdzone przepisy-klasyki. Na pewno do takich należy spaghetti bolognese. I pomimo, że tak naprawdę nie jest to wersja klasyczna, bo użyłem wieprzowiny zamiast wołowiny to ogólny zamysł jest klasyczny. Jestem zwolennikiem używania tego, co akurat mamy pod ręką. Jeśli mam akurat mieloną wieprzowinę to przecież jej nie wyrzucę i nie polecę do sklepu po wołowinę. Nie pamiętam już kto kiedyś powiedział, że przepis to tylko ogólne wytyczne, a jeśli mamy zamiar w 100% trzymać się przepisu to lepiej w ogóle nie zaczynajmy gotować, ale ta zasada zawsze przyświeca mi w kuchni. Dzięki temu zastępuję składniki tym co akurat mam pod ręką albo na co mam ochotę. Pozwala to też na dużo lepsze gospodarowanie zapasami. Jeśli coś mi akurat zalega w lodówce to staram się dopasować do tego jakieś danie i nie muszę wyrzucać jedzenia. Więc gotując pamiętajmy, że przepis to tylko ogólne wskazówki, dajmy się ponieść wyobraźni :) No może poza pieczeniem, bo pieczenie to kuchenna nauka ścisła i trzeba trzymać się proporcji. Chociaż skłamałbym mówiąc, że piekąc zawsze trzymam się przepisu ;)

piątek, 12 października 2012

Nadziewany rożek z francuskiego ciasta

Dziś znowu propozycja wykorzystania francuskiego ciasta. Jakiś czas temu robiłem tartę z cukinią i papryką, która wykorzystywała ten sam sposób zamykania ciasta, tworząc ładny, ozdobny wierzch. Poprzednia tarta był prostokątna, dziś mamy trójkąt i mięsne nadzienie. Zdecydowanie jest to danie z cyklu "na szybko + sprzątanie lodówki" :) Wykorzystałem kurczaka z rosołu, parę oliwek, żółty ser i pomidory w puszce. Całość stworzyła bardzo smaczne nadzienie do pożywnej i sycącej tarty, świetnej na lunch albo kolację.

Składniki (1 duża lub 2 małe porcje):
ciasto francuskie (kwadrat o boku ok. 25cm)
150g mięsa z kurczaka (u mnie z rosołu, można zastąpić szynką)
5 dużych oliwek
40g żółtego sera
3 łyżki pomidorów z puszki
sól, pieprz, suszona bazylia
 
Przygotowanie:
Rozdrobnionego kurczaka mieszamy z drobno pokrojonymi oliwkami, startym serem i pomidorami z puszki. Doprawiamy solą, pieprzem i suszoną bazylią. 
Na cieście delikatnie zaznaczamy linię po przekątnej. Zanim zaczniemy je przygotowywać warto je od razu ułożyć na papierze do pieczenia. Następnie jedną połowę nacinamy w wachlarz (jak na zdjęciu). Na drugiej połowie układamy farsz. Brzegi smarujemy jajkiem lub mlekiem (użyłem mleka). Zamykamy rożek drugą połową ciasta, brzegi dociskamy widelcem, a całość smarujemy jajkiem lub mlekiem. Pieczemy w 200 stopniach przez około 12 minut, aż ciasto się ładnie zarumieni.






piątek, 28 września 2012

Meatzza

Jak pewnie zauważyliście rzadko korzystam z gotowych przepisów, zazwyczaj po prostu coś mi wpadnie do głowy i kombinuję. Ale do Nigelli mam słabość ;) Pewnie wielu z Was wie, że niedawno wydała nową książkę Nigellissima. Na polskie wydanie pewnie jeszcze będziemy musieli poczekać, ale na stronie Nigelli pojawiają się pierwsze przepisy z nowej książki. Trafiłem ostatnio na przepis, który nazywa się Meatzza, zaintrygowała mnie ta nazwa, więc chciałem zobaczyć cóż to takiego. Okazało się, że pizza, która nie ma ciasta, a za ciasto robi mielona wołowina. Bardzo mi się ten przepis spodobał i postanowiłem go przetestować. Obawiałem się tego, że całość się rozpadnie i wyjdzie mi z tego mielone mięso z pomidorowym sosem i serem, ale okazało się, że całość jest całkiem zwarta i ładnie się trzyma. Do tego było pyszne, więc czego chcieć więcej. Przepis musiałem trochę zmodyfikować, bo nie wszystkie składniki miałem w lodówce, ale w końcu przepis to tylko baza, nie musimy się go trzymać w 100%. Zainteresowanych oryginalnym przepisem zapraszam tutaj.

Składniki (1 porcja):
100g mielonej wołowiny
1 jajko
2 czubate łyżki startego żółtego sera
1 czubata łyżka zmielonych płatków owsianych (można zastąpić bułką tartą)
1 ząbek czosnku
1/2 puszki pomidorów
sól, pieprz, oregano
masło do wysmarowania formy
 
Przygotowanie:
Mięso mieszamy z jajkiem, płatkami owsianymi, połową żółtego sera, połową startego lub drobno posiekanego ząbka czosnku, solą, pieprzem i suszonym oregano. Foremkę smarujemy masłem. Układamy płaską warstwę mięsa. Pomidory odsączamy z zalewy, dość dokładnie, ale nie za mocno, bo możemy w ten sposób przetrzeć przez sitko większość pomidorów. Mieszamy z czosnkiem, doprawiamy solą, pieprzem i oregano. Układamy warstwę sosu na mięsie i posypujemy pozostałym serem. Zapiekamy przez 20 minut w 220 stopniach. Po wyjęciu z piekarnika odstawiamy na 5 min, żeby masa się związała. Dzięki temu się nie rozpada. Meatzza jest naprawdę pyszna i warto spróbować.






sobota, 22 września 2012

Klopsiki bazyliowe

Klopsiki chodziły za mną od dawna, a za każdym razem, gdy widziałem je na czyimś blogu chciało mi się ich coraz bardziej. Kupiłem w końcu mięso, zmieliłem i muszę przyznać, że kompletnie nie mogłem się zdecydować jakie klopsiki chcę zrobić. Początkowo myślałem o tradycyjnych klopsikach, po drodze przez myśl przeszły mi chilli i imbir, mignął sos chrzanowy, ale jakoś nic nie przemawiało do mnie do końca. Aż spojrzałem na trochę zabiedzoną bazylię stojącą na parapecie, później przyszło mi do głowy pesto i pomyślałem czemu nie. Klopsiki z włoskimi smakami, nadziane bazylią w pomidorowym sosie. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Wyszły bardzo smaczne, dość nietypowe, ale bardzo dobre.

Składniki (2-3 porcje):
250g mielonego mięsa (u mnie kurczak, ale można użyć dowolnego mięsa)
2 łyżki płatków owsianych (zmielonych, ale można użyć całych)
1 jajko
3 łyżeczki zielonego pesto
20 listków świeżej bazylii
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
1/2 łyżeczki pieprzu
1/2 łyżeczki soli
4 pomidory
1 ząbek czosnku
3 łyżeczki koncentratu pomidorowego
sól, cukier
oliwa do smażenia

Przygotowanie:
Mięso mieszamy z płatkami, jajkiem, pesto, posiekaną świeżą bazylią, suszoną bazylią, solą i pieprzem. Używam płatków owsianych zamiast bułki, zmieliłem je przez chwilę w młynku, ale nie jest to konieczne, można użyć całych, jeśli nie przeszkadzają nam kawałki płatków w klopsikach. Chcąc uzyskać intensywny smak bazylii użyłem jej w trzech postaciach, ale myślę, że można wybrać między świeżą a pesto, co powinno wystarczyć. Z gotowego mięsa formujemy niewielkie klopsiki, które smażymy na złoto na oliwie. Podsmażone klopsiki przekładamy na talerz.
Na patelni po klopsikach podsmażamy przez chwilę drobno posiekany ząbek czosnku, a następnie dodajemy obrane, pozbawione pestek i drobno posiekane pomidory. Podsmażamy przez 10 minut, w miarę potrzeby co jakiś czas podlewając wodą. Po tym czasie dolewamy szklankę wody, dodajemy koncentrat pomidorowy i doprowadzamy do wrzenia. Doprawiamy solą i cukrem do smaku, a następnie wrzucamy klopsiki i całość dusimy na małym ogniu przez 20 minut. Podajemy z dowolnymi dodatkami.




czwartek, 26 lipca 2012

Domowe suszone pomidory





















Bardzo lubię suszone pomidory, oczywiście najlepsze są włoskie, suszone na słońcu, ale nie zawsze można takie kupić, poza tym są drogie. Do tego większość pomidorów kupowana w sklepach jest zalewana zwykłym olejem roślinnym, mimo że powinny być w oliwie. Robiąc suszone pomidory w domu możemy w pełni kontrolować to, jakie wyjdą oraz jak je będziemy przechowywać. Jeśli nie lubimy mocno słonego smaku suszonych pomidorów możemy zmniejszyć ilość soli lub nawet całkiem z niej zrezygnować. A gdy będziemy je zalewać oliwą możemy dodać ulubione zioła lub czosnek.

Do suszenia najlepsze są niewielkie, mięsiste pomidory, wtedy wystarczy je poprzekrajać na pół i wrzucić na blachę. Niestety trafiłem na urodzaj dużych, zwykłych pomidorów. Ale postanowiłem spróbować. Wyszły bardzo smaczne i aromatyczne, chociaż może nie aż tak mięsiste. Ale kompletnie mi to nie przeszkadza. 

Składniki (widoczny na zdjęciu słoiczek):
2,7kg pomidorów
sól
oliwa z oliwek
Przygotowanie:
Pomidory były dość spore, dlatego z każdego wyciąłem szypułkę i przekroiłem na 8 części. Z każdej ósemki usunąłem pestki. Układałem je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Wyszły mi z tego 2 ciasno wyłożone blachy. Wstawiłem do piekarnika rozgrzanego do 120 stopni z termoobiegiem. Suszyłem przy przytwartych drzwiczkach przez blisko 3 godziny. W przypadku suszenia na 2 blachach trzeba pilnować pomidorków i co jakieś 20-30 minut zamieniać blachy, bo jedna potrafi się przypalić od dołu, a druga od góry. Po jakiejś godzinie, gdy pomidory się trochę podsuszyły posypałem je solą. Nie robiłem tego od razu, żeby sól nie spłynęła z parującą z pomidorów wodą. Pomidory mogą lekko zbrązowieć, nie wpływa to negatywnie na smak, a wręcz przeciwnie.
Czas suszenia to kwestia względna. Wszystko zależy od gatunku pomidorów i kawałków na jakie są pokrojone. Wystudzone pomidory wrzucamy do słoika i zalewamy oliwą z oliwek. Możemy dodać czosnek lub ulubione zioła. Pomidory bardzo tracą objętość. Z prawie 3 kilogramów świeżych pomidorów wyszedł mi jeden słoiczek suszonych. Kiedy samemu zalewam pomidory oliwą lubię je upchać bardzo ciasno w słoiku. Ułożone luźniej dałyby pewnie 2 mniejsze słoiczki.
W sezonie, kiedy ceny pomidorów są bardzo niskie warto pobawić się w domową produkcję suszonych pomidorów, bo mimo że jest z tym trochę zabawy to jednak swoje własne smakują lepiej niż kupione ;)
Pestki i sok, który usuwałem z pomidorów zbierałem do miski, a później przetarłem przez sitko. Wyszła mi z tego szklanka domowego soku pomidorowego :)






środa, 18 lipca 2012

Tortilla italiana





















Tortilla to jeden z filarów kuchni meksykańskiej. Placki są bardzo wszechstronne. Można z nich robić atrakcyjne zawijane kanapki, nadziewać przeróżnymi farszami i zapiekać, a nawet wykorzystywać pokrojone w paseczki jako makaron. Kupiłem ostatnio paczkę tortilli, bo chodziły za mną od jakiegoś czasu. A że przeważnie robię pojedyncze porcje, to taka paczka starczy mi na kilka fantazyjnych przepisów.

Na początek totalne odejście od klasyki, bo moja tortilla wylądowała w słonecznych Włoszech. Świetny przepis na szybką przekąskę, śniadanie czy nawet obiad (ale wtedy jednak w większej ilości niż jedna). Robi się ją w 10 min, a do tego bardzo spodobała mi się nazwa tortilla italiana ;)

Składniki (1 porcja):
  • 1 placek tortilli
  • 1/2 pomidora
  • 1/2 kulki mozarelli (50g)
  • 1 łyżeczka pesto
 
Przygotowanie:
Pomidora i mozarellę kroimy w plastry. Na tortilli układamy pomidora, ser i robimy zielony pasek z pesto. Właściwie nie ma to znaczenia, można cały placek posmarować pesto i obłożyć większą ilością dodatków. Mi bardzo spodobał się pomysł, żeby ułożyć dodatki w kształt włoskiej flagi :)
Zwijamy tortille w rulon, uważając, żeby nie powypadały nam dodatki. Smażymy po parę minut na gorącej, suchej patelni. Świetnie sprawdzi się patelnia grillowa, ale niestety mam tylko zwykłą. Przekrajamy pod skosem na pół i podajemy.
Jest pycha :) Można pesto zastąpić świeżą bazylia, wtedy wyjdzie nam caprese zawinięte w tortillę :)





czwartek, 28 czerwca 2012

Pizza z marynowaną cebulką

























Pizza to chyba obecnie jedno z najpopularniejszych dań na świecie. Zjemy ją praktycznie wszędzie, w USA na każdym kroku, w Europie bez problemu znajdziemy pizzerię, już nawet Chiny zostały podbite przez pizzę. Pizza swoje korzenie ma już w starożytnej Grecji, gdzie była plackiem z oliwą i czosnkiem. Później została przeniesiona do starożytnego Rzymu, a pizza jaką znamy teraz z bazą z pomidorowego sosu powstała w XVII wieku w Neapolu. Pizza od zawsze była fast foodem, kiedyś należała do jedzenia biedaków. Jednak prawdziwa włoska pizza nie doprowadzała nikogo do chorobliwej otyłości. Składników nigdy nie było zbyt wiele, liczył się smak i jakość produktów, a nie ilość. W dzisiejszych czasach pizza zamieniła się w bombę kaloryczną, z tłustymi dodatkami i podwójną albo potrójną warstwą sera. Przez to pizza zaczyna się coraz bardziej kojarzyć z niezdrowym jedzeniem, prowadzącym do otyłości. A tak wcale być nie musi. Pizza nigdy nie będzie daniem dietetycznym, ale nie musi być bombą kaloryczną. Wystarczy z głową dobrać dodatki i nie przesadzać z wielkością. A najlepiej zrobić ją samemu, wtedy mamy kontrolę nad składnikami od początku do końca. I żadna pizza nie smakuje tak dobrze, jak ta, którą się własnoręcznie zagniotło.

Wiele osób boi się podjąć wyzwania zrobienia samemu ciasta na pizzę. Nie dziwię się, bo sam zaliczyłem kilka nieudanych prób zrobienia odpowiedniego drożdżowego ciasta. Aż do momentu, kiedy trafiłem na super prosty przepis Jamiego Olivera. Nie pamiętam już dokładnie przepisu Jamiego, ale pamiętam mój zachwyt, kiedy w 10 min udało mi się zrobić idealne ciasto na pizzę. Teraz zawsze robię na oko, ale tą samą metodą. No prawie tą samą. Zgodnie z przepisem trzeba było usypać stożek z mąki na blacie, zrobić w nim dziurę, wsypać tam suszone drożdże, odrobinę cukru, sól, chlust oliwy z oliwek i wodę. Wodę dodawać stopniowo, lepiej dać mniej i dolać, niż więcej i dosypywać mąki, bo z tego dosypywania robi się z czasem błędne koło i pół godziny zagniatania ciasta (tak wyglądały moje nieudane próby, wiem co mówię). W naszym mącznym wulkanie delikatnie mieszamy mąkę z wodą, tak żeby nie przerwać tamy, najlepiej robić to nożem stołowym. Kiedy wmieszamy większość mąki, zakasujemy rękawy i wyrabiamy. Jedną ręką rozciągamy ciasto od siebie, drugą składamy na pół i obracamy o 90 stopni. Trwa to kilka minut aż uzyskamy gładkie, sprężyste ciasto. Formujemy kulkę i odstawiamy przykryte w ciepłe miejsce, żeby wyrosło. Ja z lenistwa porzuciłem zabawę w formowanie wulkanu na rzecz wsypania mąki do miski, nieprzejmowania się wylewającą się na boki wodą i szybkim mieszaniem nożem w misce. Zagniatania niestety nie da się uniknąć. Efekt końcowy jest taki sam. Lubię też nadać dodatkowego smaku ciastu, zawsze dodaje do niego suszone zioła. 

Składniki (1 porcja lub 2 małe):
Ciasto:
  • 100g mąki
  • ¾ łyżeczki drożdży
  • Łyżka oliwy z oliwek
  • Szczypta cukru, sól, suszony rozmaryn lub inne zioła
  • Woda (ok. 3 łyżek) 
Dodatki: 
  • 1 pomidor
  • 1 cebula
  • 1 papryczka chilli
  • 30g żółtego sera
  • Sól, suszony tymianek
  • Ocet jabłkowy lub winny 

Przygotowanie: 
Ciasto zagniatamy zgodnie z opisem powyżej. Gdy ciasto wyrasta (ok. godziny, chociaż ustawione w ciepłym miejscu wyrośnie dużo szybciej) kroimy cebulę w piórka lub półplasterki. Solimy, dodajemy łyżkę octu i ugniatamy, po czym odstawiamy. Sól i ocet sprawią, że cebula się lekko zamarynuje, straci goryczkę i będzie przypominała ugotowaną. Jeśli ktoś nie lubi octu może użyć soku z cytryny lub po prostu poddusić cebulkę na oliwie. Surowa cebula nie zdąży zmięknąć w piekarniku, więc jeśli nie lubimy surowej cebuli trzeba ją poddać jakiejś obróbce. Pomidora kroimy w plasterki, chili drobno szatkujemy. Przed ułożeniem na pizzy cebulę trzeba odcisnąć z nadmiaru soku i wymieszać z łyżką oliwy, dzięki czemu nie spali się w gorącym piecu.
Piekarnik rozgrzewamy do 220 stopni. Aby uzyskać chrupiący spód przydatny jest kamień do pizzy. Jednak większość ludzi nie posiada tak wyspecjalizowanych sprzętów w domu. Wystarczy włożyć do piekarnika blachę i pozwolić jej się mocno nagrzać. Ciasto rozwałkowujemy na bardzo cienki placek, układamy na kawałku pergaminu, dzięki któremu będzie nam łatwo przenieść je do piekarnika. Układamy na cieście plastry pomidora, posypujemy chilli, układamy cebulkę i posypujemy serem. Użyłem zwykłego żółtego sera, na całą pizzę zużyłem 2 plasterki, które porwałem na małe kawałki. Na koniec posypałem całość suszonym tymiankiem. Wkładamy do mocno nagrzanego piekarniku i pieczemy jakieś 8-10 minut. Pizza jest bardzo cienka, więc trzeba jej pilnować, kiedy ser się stopi, a brzegi zrumienią, jest gotowa. 






wtorek, 26 czerwca 2012

Linguine z sosem pomidorowym

Będąc na diecie powinno się raczej unikać węglowodanów, takich jak makaron. Ale przecież nie samą sałatą człowiek żyje, o ile nie przesadzamy z ilością, to makaron od czasu do czasu nie zaburzy diety. Do tego makaron z pszenicy durum ugotowany al dente nie jest trawiony szybko, dzięki czemu zapewnia uczucie sytości na dłużej. Na niektórych dietach jest dozwolony, oczywiście w odpowiednich ilościach.

Za to pomidory to już inna bajka. Raj dla odchudzających się, bo zawierają tylko 15 kcal w 100g. Do tego są też źródłem błonnika, dzięki czemu sprawiają, że czujemy się syci. Obecnie ciężko sobie wyobrazić, że na naszych stołach mogłoby nie być pomidorów. Jednak pamiętajmy, że pomidory pochodzą z Ameryki Południowej, w Europie pojawiły się dopiero w XVI wieku. A do tego początkowo uważano je za rośliny trujące i hodowano tylko dla ozdoby.

Pomidory są bogatym źródłem cennych składników odżywczych. Zawierają dużo witaminy C oraz przeciwutleniaczy, takich jak witamina E i beta-karoten, które neutralizują wolne rodniki. Są też jednym z najlepszych źródeł potasu, który pomaga obniżać ciśnienie krwi. Barwnik nadający pomidorom ich czerwony kolor to bardzo zdrowy likopen, który ma działania antynowotworowe. Co ciekawe, warto jeść pomidory zarówno w postaci surowej, jak i przetworzonej, czyli w postaci sosów, zup, czy koncentratów. Pomidory surowe są świetnym źródłem witamin, zaś po przetworzeniu zawarty w nich likopen staje się dużo lepiej przyswajalny. Z pomidorami nie powinny przesadzać osoby, które cierpią na reumatoidalne zapalenie stawów, a także zgagę. Jeśli mamy wrażliwy układ pokarmowy powinniśmy obierać pomidory ze skórki. Mogą także uczulać, dlatego powinny uważać kobiety karmiące piersią, a do diety dzieci powinno się je wprowadzać stopniowo.

Na rynku dostępne są pomidory w przeróżnych gatunkach, kolorach i kształtach. Czerwone i żółte dostarczają niezbędnych witamin, jednak żółte zawierają mniej cennego likopenu. Zielone pomidory spożywane na surowo nie są zbyt zdrowe, gdyż zawierają tomatynę, szkodliwy alkaloid, który uaktywnia się zwłaszcza w połączeniu z octem, czyli w sałatkach. Jednak już przetwory z zielonych pomidorów nie zawierają tomatyny, która pod wpływem wysokiej temperatury traci swoje szkodliwe właściwości.
Od dawna trwa dyskusja na temat tego, czy łączyć pomidory z ogórkami, czy nie. Jak się okazuje, ogórki zawierają enzym, który niszczy zawartą w pomidorach witaminę C. Jednak wystarczy przed połączeniem obu warzyw wymieszać je z odrobiną oliwy, która ochroni witaminę C, a dodatkowo zwiększy wchłanianie likopenu.

Warto pamiętać o tym, żeby pomidorów nie przechowywać w lodówce, ponieważ nie lubią one zbyt niskich temperatur. Przechowywane w lodówce tracą smak. Jeśli lubimy zimne pomidory, np. w sałatkach, warto schłodzić je przed samym użyciem. Co ciekawe pomidory łatwo oszukać, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość. Pomidory na gałązce będą dłużej świeże niż przechowywane luzem. Pomidorowi na gałązce wydaje się, że jest jeszcze na krzaku, pobiera resztki wartości pokarmowych z gałązki i dłużej pozostaje świeży.

Składniki (2 porcje):
  • 150g makaronu linguine (lub dowolnego innego)
  • 150g piersi z kurczaka
  • 1 cebula
  • 1 marchewka
  • 1 łodyga selera naciowego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 papryczka chilli
  • 2 pomidory
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego
  • Sól, pieprz cayenne, suszona bazylia, tymianek i rozmaryn
  • 50g żółtego sera drobno startego
  • 2 łyżki oliwy z oliwek

Przygotowanie:
Kurczaka pokroić w drobną kostkę, przyprawić solą, pieprzem cayenne, bazylią i tymiankiem. Podsmażyć na oliwie na złoty kolor, zdjąć z patelni. Marchewkę, cebulę i selera pokroić w drobną kostkę lub zmiksować w malakserze. Poddusić przez kilka minut na oliwie do miękkości. Dodać drobno pokrojony czosnek i chilli. Pomidory obrać ze skórki i drobno pokroić. Dodać do warzyw i podsmażyć, jednocześnie dodając koncentrat pomidorowy. Smażyć przez kilka minut, następnie dolać wody, do uzyskania odpowiedniej konsystencji sosu. Doprawić solą, tymiankiem i rozmarynem i dusić przez kilka minut. Pod koniec duszenia dodać usmażonego kurczaka. W tym czasie ugotować makaron al dente. Przy odcedzaniu makaronu zachować trochę wody z gotowania. Ugotowany makaron wrzucić do sosu, dodać ser i wymieszać, w razie potrzeby rozrzedzić wodą z gotowania makaronu.
Sos można zrobić w wersji łagodnej, bez pieprzu cayenne i chilli, czosnek też jest opcjonalnym dodatkiem. Ponieważ sos jest mimo wszystko dość pracochłonny, można zrobić większą porcję i część zamrozić. Wtedy robimy bez mięsa, sos świetnie nadaje się także jako wersja wegetariańska.
Najlepiej użyć sera o wyrazistym smaku. Można użyć parmezanu, jednak ja używam zwykłego żółtego sera, który jest dużo tańszy, a sprawdza się w tym daniu równie dobrze. Musi to być ser pełnotłusty, inaczej nie będzie się dobrze rozpuszczał. Niestety sery light odpadają, ale ponieważ ilość sera jest nieduża, nie dodaje to aż tylu kalorii.
Smacznego :)
Pomidorowe inspiracje
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...