wtorek, 3 lipca 2012

Chlebek kukurydziany





















Przepis na chlebek kukurydziany zaczerpnąłem z programu Łatwe przepisy na wielki apetyt, prowadzonego przez Lucindę Scala Quinn. Bardzo mi się spodobał i postanowiłem go wypróbować. Okazało się, że chlebek jest super łatwy i bardzo smaczny.

Mąka kukurydziana jest u nas mało popularna i rzadko używana. Często stosuje się ją w Meksyku, gdzie robi się z niej placki na tortillę, a także w Stanach, gdzie popularne są właśnie takie chlebki kukurydziane. Zapewne dlatego, że kukurydza pochodzi z Ameryki jest tam tak bardzo popularna. Jedzono tam kukurydzę już 5000 lat temu. Do Europy dotarła dopiero wraz z Krzysztofem Kolumbem. U nas przede wszystkim je się kukurydzę z puszki, no i oczywiście popcorn. Kukurydza w kolbach nie jest tak popularna. Chociaż ja pamiętam z dzieciństwa świeże kolby kukurydzy zrywane prosto z pola, gotowane i jedzone tak po prostu bez niczego.

Mąka kukurydziana nie zawiera glutenu, dlatego jest polecana dla osób cierpiących na celiakię, czyli nietolerujących glutenu. Jest to najbardziej przystępna z mąk bezglutenowych (poza ziemniaczaną), można ją kupić w każdym markecie i w przeciwieństwie do innych mąk nie zawierających glutenu jej cena nie odrzuca. Niestety mąka kukurydziana sama w sobie nie daje zbyt dobrych wypieków. Wymieszana z mąką pszenną daje dużo lepszy efekt, niestety wtedy traci swoją cenną dla niektórych osób właściwość. Ostatnio okazało się, że moja przyjaciółka nie toleruje glutenu, dlatego temat wypieków bez glutenu stał mi się bliższy. Niestety nie udało mi się jeszcze zrobić naprawdę dobrego ciasta bez glutenu, ale jeśli mi się uda to na pewno o tym napiszę. 

Składniki (na chlebek o średnicy 18cm):
  • 1/2 kubka mąki pszennej
  • 1/2 kubka mąki kukurydzianej
  • 3/4 kubka mleka
  • 1 jajko
  • 1 łyżka stopionego masła
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 czubata łyżeczka cukru
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 50g tartego zółtego sera
  • 2 łyżki marynowanych papryczek jalapeno
  • 2 łyżki oliwek
  • 2 łyżki marynowanego czosnku
 
Przygotowanie:
W misce wymieszać suche składniki. Jajko roztrzepać z mlekiem i masłem, dodać do mąki. Dokładnie wymieszać, najlepiej trzepaczką, żeby pozbyć się grudek. Dodać posiekane dodatki, wymieszać i przełożyć do formy. Ja użyłem teflonowego garnka, w którym można zapiekać. Można użyć foremki w dowolnym kształcie, warto ją wysmarować masłem lub oliwą, żeby ciasto nie przywarło. Wstawić do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni i piec aż wierzch się zrumieni, a wbity w ciasto patyczek będzie suchy. Moje piekło się ok. pół godziny.
Do chlebka można dodać dowolne dodatki. Ja zrobiłem lekkie sprzątanie lodówki. Można upiec czysty chlebek, bez dodatków. Można dodać suszone owoce i zrobić wersję na słodko. Podstawowy przepis daje duże pole do popisu. Ja na pewno z chęcią będę z nim eksperymentował.






Chilli con carne





















Fasola to kolejne warzywo, które przybyło do nas z Ameryki Południowej i zadomowiło się na dobre. Ciężko sobie wyobrazić brak fasoli po bretońsku, zupy fasolowej czy w sezonie, świeżej fasolki szparagowej z zasmażką z bułki tartej.

Fasola jest też bardzo zdrowa. Zawiera dużo białka, dlatego jest polecana dla wegetarian. Białko z fasoli jest też bardziej korzystne dla osób cierpiących na osteoporozę niż białko zwierzęce, które powoduje większą utratę wapnia. Zawiera wiele witamin i minerałów, m.in. fosfor, magnez, wapń, żelazo, witaminę E, witaminy z grupy B. Więcej witamin znajduje się w świeżych warzywach niż w suszonych, które z kolei zawierają więcej białka. Fasola zawiera też lecytynę, która wzmacnia tkankę nerwową i mózg, a także poprawia koncentrację i zapamiętywanie. Fasola jest dość kaloryczna, 100g suszonej fasoli zawiera ok. 290 kcal. Przede wszystkim ze względu na zawartość węglowodanów i tłuszczy. Jednak są to tłuszcze nienasycone, które pomagają obniżać cholesterol.

Fasolę najczęściej kupujemy w postaci suszonej, w puszkach lub świeżą szparagową. Wszystkie są równie dobre dla naszego organizmu. Świeża fasolka szparagowa jest dużo mniej kaloryczna niż suszona, bo zawiera dużo wody (42 kcal w 100g). Świetnie nadaje się na dietę (ale bez zasmażki), a do tego zawiera dużo witamin. Fasola z puszki jest najłatwiejsza w przygotowaniu, bo nie wymaga właściwie żadnej pracy, wystarczy ją odcedzić i jest gotowa do jedzenia. To duży plus, jednak ekonomicznie dużo bardziej opłaca się kupować fasolę suszoną. Oczywiście nie zawsze mamy czas, żeby przygotować suszoną fasolę, która wymaga moczenia i długiego gotowania. Sam używam zarówno jednej, jak i drugiej. Puszek raczej do sałatek, suszonej do dań z fasolą na ciepło.

Suszona fasola dostarcza nam szeroki wybór gatunków. W Polsce najbardziej popularna odmiana fasoli to piękny Jaś, fasola o dużych, białych ziarnach. Jednak pojawiają się też inne, fasola czerwona stała się bardzo popularna, zwłaszcza puszkowana. Ale można czasem kupić inne, ciekawe odmiany fasoli, malutką, zieloną fasolę mung, fasolkę czarne oczko, czy czarną fasolę. Wybór zależy tylko od nas.

Oczywiście każda fasola gotuje się inaczej, zależnie od wielkości. Także to jak długo była przechowywana wpływa na czas gotowania, więc tak naprawdę ciężko jest podać konkretny czas gotowania dla każdej fasoli, najważniejsze to sprawdzać co jakiś czas i starać się nie rozgotować. Za to każda suszona fasola ma wspólną cechę, trzeba ją namoczyć przed gotowaniem. Najlepiej na noc, ale kilka godzin też dobrze jej zrobi. Jestem nauczony, że żadnych suszonych warzyw strączkowych nie wolno gotować w osolonej wodzie, bo znacznie wydłuża to czas gotowania. Wprawdzie nigdy nie próbowałem gotować w osolonej wodzie, ale nie będę ryzykował. Fasolę zawsze solę, gdy już jest ugotowana, dość obficie i gotuję przez jakieś 5-10 min, żeby nabrała smaku.

Chilli con carne to danie, które odkryłem jakiś rok temu i zakochałem się od pierwszego razu. Wprawdzie można powiedzieć, że moje chilli to nie jest chilli con carne, bo nie używam wołowiny. Ale uważam, że tak naprawdę w chilli liczy się mieszanka przypraw, to one nadają główny smak. Robiłem już chilli z wołowiną, szynką wieprzową i kurczakiem i uważam, że każde jest tak samo smaczne. To samo dotyczy fasoli, nadaje się każdy gatunek, czarne oczko, czerwona, biała, z puszki, suszona, a nawet ciecierzyca. Dodatkową zaletą tego dania jest to, że świetnie się mrozi. Można przygotować dużą porcję i wpakować do zamrażarki. W każdej chwili, gdy najdzie nas ochota na chilli, wystarczy je rozmrozić.

Składniki (2 porcje):
  • 150g suszonej fasoli (użyłem czarnej)
  • 200g mięsa z kurczaka (może być pierś, chociaż lepsze jest mięso z udek)
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 papryczki chilli
  • 1 puszka pomidorów
  • 2 łyżki marynowanych papryczek jalapeno
  • 1/2 łyżeczki nasion kminu rzymskiego
  • 1/2 łyżeczki nasion kolendry
  • 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
  • 1 strączek suszonej chilli
  • 1/3 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/5 łyżeczki cynamonu ( przy zwiększaniu ilości porcji radzę uważać z cynamonem, żeby nie dodać go za dużo, ma być tylko odrobina, jako akcent smakowy)
  • sól do smaku
  • oliwa do smażenia

Przygotowanie:
Fasolę moczymy przez noc. Następnie gotujemy, aż będzie półtwarda. Jeśli używamy fasoli z puszki będą nam potrzebne jakieś 1,5-2 puszki fasoli.
Na patelni podprażamy przez chwilę kolendrę i kmin, żeby wydobyć z nich więcej aromatu. Tłuczemy w moździerzu (lub mielimy w młynku) i łączymy z resztą przypraw (poza solą). Jeśli mamy tylko przyprawy mielone lepiej ich nie prażyć, bo bardzo łatwo się przypalają.
Kurczaka kroimy bardzo drobno, można go też zmielić. Doprawiamy solą i podsmażamy na oliwie. Dodajemy pokrojoną w drobną kostkę cebulę i podsmażamy, aż będzie miękka. Wrzucamy poszatkowany czosnek i chilli oraz przyprawy. Podsmażamy przez minutę i dodajemy posiekane jalapeno (nie jest konieczne). Przyprawy muszą się chwilę przesmażyć, wtedy zyskują lepszy aromat. Należy je dobrze mieszać, żeby się nie przypaliły, bo staną się gorzkie. Dodajemy puszkę pomidorów i 3/4 puszki wody. Dodajemy sól (nie za dużo, bo większość płynu odparuje) i fasolę. Strączek chilli możemy wrzucić w całości lub pokruszyć. Całość dusimy na wolnym ogniu przez jakieś 45min do godziny. Większość wody powinna odparować, a całość stać się gęsta. Jeśli woda odparowała zbyt szybko, należy jej dolać. Próbujemy pod koniec, żeby sprawdzić, czy fasola jest w pełni miękka i czy nie trzeba dosolić. Jeśli używamy fasoli z puszki możemy nie dodawać wody, odparować sos bez fasoli, którą dodajemy na jakieś 10-15 min przed końcem gotowania, żeby nabrała smaku, ale się nie rozgotowała.
Chilli w takiej wersji jest bardzo ostre. Tak naprawdę wystarczy dodać pieprz cayenne lub sproszkowane chilli i też będzie bardzo smaczne. Dodając więcej gatunków papryczek budujemy ciekawszy smak. Jeśli trafimy w sklepie na ciekawe gatunki chilli to warto poeksperymentować. Oczywiście rozsądnie i z umiarem, żeby danie nie przepalało nam wnętrzności :)




poniedziałek, 2 lipca 2012

Dżem jabłkowo-rabarbarowy z rumem/rumem i imbirem





















Ostatnio na jakimś blogu, niestety nie pamiętam na którym, widziałem przepis na dżem z rabarbaru z dodatkiem rumu i imbiru. Zaciekawiło mnie to, zwłaszcza ten rum. I tak powstały moje kombinacje dżemu z dodatkiem rumu i imbiru.

Rum to jeden z moich ulubionych alkoholi. Wytwarza się go z melasy lub bezpośrednio z soku z trzciny cukrowej. Pochodzi z Karaibów, prawdopodobnie po raz pierwszy zaczęto go robić na Barbadosie. Co ciekawe, o ile często zdarza się, że jakiś produkt, który jest teraz u nas bardzo popularny pochodzi z Ameryki, to trzcina cukrowa została do Ameryki przywieziona przez kolonizatorów. Szybko się tam przyjęła, a Karaiby do tej pory są producentem najlepszego rumu. 

Rum występuje w kilku odmianach. Rum biały, zwany także srebrnym, jest lekki i słodki, najczęściej stanowi bazę drinków. Rum złoty ma więcej aromatu, a swój kolor zawdzięcza leżakowaniu w beczce. Niestety często złoty rum gorszej jakości (czyli ten najtańszy) nigdy nie widział beczki, a kolor zawdzięcza dodatkowi karmelu. Kolejna odmiana rumu to rum ciemny, zwany także czarnym. Ma najbardziej intensywny aromat i smak. Ciemny rum jest też najczęściej wykorzystywany do gotowania. Bywa też rum aromatyzowany, np. kokosem, czyli popularne Malibu. Wersje aromatyzowane są najczęściej słabsze i wykorzystywane do drinków. Ostatnia grupa to rumy overproof, czyli rumy o dużej zawartości alkoholu, która może sięgać aż do 80%. Obecnie w Europie większość sprzedawanych rumów ma do 40% zawartości alkoholu, ponieważ takie są wytyczne Unii Europejskiej. Oczywiście można kupić rumy mocniejsze, ale nie są tak popularne. 

Ciemny rum świetnie sprawdza się w kuchni. Ma słodkawy smak i bardzo bogaty aromat. Jest doskonały jako dodatek do ciast i ciasteczek, nadając im naturalny aromat rumowy, dzięki czemu nie trzeba używać sztucznych olejków. Rodzynki namoczone w rumie stanowią świetny dodatek do deserów, np. do lodów. W rumie można macerować bakalie, np. do keksu. A jak sprawdziłem niedawno, rum też świetnie nadaje się jako dodatek do dżemów. Nie jest właściwie wyczuwalny w smaku, za to wyraźnie czuć, że smak został podkręcony. 

Składniki:
Dżem jabłkowo-rabarbarowy z rumem (4 słoiki po 310ml):
  • 1kg rabarbaru (już oczyszczonego, czyli kupić trzeba trochę więcej)
  • 3 spore jabłka (ok. 80-90dkg)
  • 600g cukru
  • kieliszek ciemnego rumu
Dżem jabłkowo-rabarbarowy z rumem i imbirem (ok. 600ml dżemu):
  • 0,5kg rabarbaru
  • 2 średnie jabłka (ok. 0,5kg)
  • 250g cukru
  • kawałek imbiru (ok. 2cm)
  • 1/2 kieliszka ciemnego rumu
 
Przygotowanie:
Oba dżemy przygotowuje się właściwie tak samo. Rabarbar drobno kroimy i wrzucamy do garnków o grubym dnie lub teflonowych. Zasypujemy cukrem i zaczynamy dusić. Dodatek cukru to mniej więcej 250g na 1kg mieszanki pół na pół rabarbaru i jabłek, jednak ostateczna ilość zależy od smaku i naturalnej słodkości składników. W tym czasie obieramy jabłka, usuwamy gniazda nasienne, drobno kroimy i dodajemy do rabarbaru. Jabłek jest dość sporo, dlatego warto robić to na raty, żeby nie ściemniały od kontaktu z powietrzem. Nie mam pojęcia jakiej odmiany jabłek użyłem. Nie znam się na jabłkach, a w sklepach wszystkie leżą wymieszane razem. Z czasem każde się rozgotują, więc właściwie nie ma to dużego znaczenia. 
Gdy się już trochę podduszą dodajemy rum. Ilość zależy od naszego upodobania, warto spróbować i ocenić czy pasuje nam to jak rum wpływa na smak i czy ewentualnie chcemy go dodać więcej. Oczywiście rumu chlusnąłem na oko, bez odmierzania. Do dżemu imbirowego dodajemy obrany imbir, pokrojony w duże kawałki. Zależnie od tego czy lubimy mocno imbirowy smak czy nie, dostosowujemy czas smażenia dżemu z imbirem. Dzięki temu, że jest w dużych kawałkach w każdej chwili można go wyjąć. W moim dżemie spędził bodajże ok. pół godziny, nadał mu imbirowy smak, ale nie był zbyt intensywny. Ważne, żeby dżemy w trakcie przygotowywania próbować, oczywiście uważając, żeby się nie oparzyć. W zależności od słodkości jabłek czy dojrzałości rabarbaru mogą one wymagać dodania większej ilości cukru, a intensywność smaku dodatków powinniśmy dobrać do naszego gustu.
Całość smażymy na niewielkim ogniu przez jakieś 1,5h aż jabłka się rozpadną, a dżem zgęstnieje i zredukuje. Nakładamy do wypieczonych słoików i zakręcamy wygotowanymi zakrętkami. Na wszelki wypadek gotowałem słoiki przez 20min w garnku wyłożonym ściereczką, żeby je spasteryzować. 
Jeśli będziecie robić tak jak ja dwie wersje naraz to może się zdarzyć (i pewnie tak będzie), że zostanie trochę jednego i drugiego dżemu. Ja swoje wymieszałem i wyszedł mi z tego dodatkowy słoik dżemu imbirowego, chociaż o mniej wyrazistym imbirowym smaku.





Napój rabarbarowo-pomarańczowy





















Wczoraj robiłem lemoniadę, do której dodałem dżem rabarbarowy, a później przyszło mi do głowy, żeby użyć świeżego rabarbaru. Dzisiaj niewiele myśląc kupiłem świeży rabarbar. Początkowo miał być dodatkiem do lemoniady, ale cena cytryn trochę ostudziła mój zapał. Nie wiem czemu miałem wrażenie, że ostatnio kupowałem cytryny bardzo tanio, pamiętam 1,99zł, dziś były po 7,99zł. Mam wrażenie, że poprzednim razem coś musiało mi paść na wzrok, bo takie wahania cen raczej się nie zdarzają. W każdym razie stanęło na mieszance z pomarańczą. Bardzo udanej.

Składniki:
  • 1 litr wody
  • 1 spora łodyga rabarbaru
  • 1 pomarańcza
  • 3 łyżki cukru brązowego
 
Przygotowanie:
Przygotowanie tego napoju jest trochę bardziej czasochłonne niż lemoniady, ale warto spróbować. Najpierw próbowałem ugnieść pokrojony rabarbar z cukrem przy pomocy tłuczka do limonek (takiego do mojito), ale kawałki stawiały za duży opór. Ostatecznie zblendowałem go razem z sokiem z pomarańczy. Przecedziłem przez sitko, rozcieńczyłem wodą i dodałem dla ozdoby skórkę z pomarańczy.
Napój ma bardzo fajny rabarbarowy smak z nutką pomarańczy w tle. Nie jest mocno kwaśny. Jeśli chcielibyśmy bardziej kwaśny można wcisnąć do tego sok z cytryny.



Zapiekanka ziemniaczana z botwinką





















Botwina, czyli młode liście buraka ćwikłowego to świetny produkt sezonowy, pełen składników odżywczych i smaku. Botwina znana była już w starożytności, ludzie jedzą ją od ponad 2000 tysięcy lat. Buraki przybyły na północ Europy razem z legionistami rzymskimi, gdzie zadomowiły się na dobre, bo umiarkowany klimat sprzyja im bardziej niż śródziemnomorski.

Botwina to świetne źródło witamin, przede wszystkim A i C. Zawiera także duże ilości żelaza, przez co jest szczególnie polecana dla wegetarian. Do tego botwina pobudza apetyt i wpływa kojąco na nerwy. Zawiera także substancję działającą podobnie jak kobiece hormony – estrogeny, przez co świetnie wpływa na stan skóry. Ma też działanie odkwaszające i odtruwające, więc warto sięgnąć po nią, gdy akurat jest sezon. Należy jedynie uważać z wapniem, ponieważ botwina zawiera kwas szczawiowy, który wiąże się z wapniem i pozbawia organizm tego cennego składnika. Jednak wystarczy uzupełnić danie z botwiny składnikiem bogatym w wapń, takim jak ser, mleko, czy śmietana.

Młode liście botwinki można z powodzeniem dodawać do sałatek. Gotuje się z niej zupę, zwaną także botwinką. Botwinka jest też nieodzownym składnikiem chłodniku, bez którego nie miałby on swojego charakterystycznego, różowego koloru. Podduszona sprawdzi się świetnie jako warzywny dodatek do obiadu.

Składniki (2 porcje):
  • Pęczek botwiny
  • 350g ziemniaków
  • 1 ząbek czosnku
  • 2 łyżeczki musztardy
  • Sól, pieprz, cukier, ocet jabłkowy
  • Mleko, ewentualnie kawałek masła
  • Ser do posypania po wierzchu (ok. 30g)
  • Oliwa do smażenia
 
Przygotowanie:
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. Jeśli są młode, możemy ich nie obierać, pod skórką jest najwięcej witamin. Botwinę dokładnie myjemy. Buraczki kroimy na połówki lub mniejsze kawałki, łodygi kroimy w 5-centymetrowe kawałki, liście kroimy na 2 lub 3 części, zależnie od wielkości. Na rozgrzaną oliwę wrzucamy najpierw buraczki, podduszamy przez kilka minut, dodajemy łodygi i posiekany czosnek, doprawiamy solą i dusimy do miękkości przez kolejne kilka minut. Liście dodajemy pod sam koniec, ponieważ miękną w minutę lub dwie. Gotowe warzywa doprawiamy solą, pieprzem, sporą szczyptą cukru i łyżką octu. Staramy się uzyskać odpowiednią równowagę pomiędzy słonym, słodkim i kwaśnym smakiem.  Ugotowane ziemniaki ugniatamy na puree z mlekiem, możemy dodać masło, ale jeśli dbamy o linię, jego brak nie wpłynie na smak dania. Doprawiamy musztardą (ja preferuję ostrą, dziś użyłem musztardy czosnkowej), solą i pieprzem. W naczyniu żaroodpornym układamy botwinę, przykrywamy ziemniakami i posypujemy startym serem. Wstawiamy do mocno rozgrzanego piekarnika (200-220 stopni), aby ser się stopił, a wierzch zrumienił.
Taka zapiekanka może być samodzielnym daniem, ale też świetnie sprawdzi się jako dodatek do mięsa czy ryby. Jest to danie wegetariańskiej, bądź nawet wegańskie, jeśli zrezygnujemy z mleka, masła i sera. 



Festiwal Liścia

niedziela, 1 lipca 2012

Lemoniada z rabarbarem i bazylią





















Upały za oknem zaczynają się dawać we znaki. W taką pogodę nic nie działa tak orzeźwiająco jak dobrze schłodzona szklanka domowej lemoniady. Zrobienie lemoniady jest bajecznie proste, za to taki napój jest dużo zdrowszy niż gotowe napoje ze sklepu, które zawierają mnóstwo cukru i zero wartości odżywczych. Robiąc lemoniadę w domu sami kontrolujemy ilość cukru, dzięki świeżym cytrynom dostarczamy sobie porcję witaminy C, a do tego możemy tworzyć napoje o smakach jakich nie spotkamy w żadnym sklepie.

Składniki:
  • 1l wody (dobrze sprawdzi się gazowana, ale ja miałem zwykłą)
  • 2 cytryny
  • 2-3 łyżki brązowego cukru
  • 1 łyżka dżemu z rabarbaru
  • kilka listków bazylii
 
Przygotowanie:
Cytryny trzeba dobrze umyć i sparzyć. Następnie obieraczką do warzyw ściąć skórkę, która posłuży jako ozdoba. Nie jest konieczna zabawa z obieraniem cytryn. Z owoców wyciskamy sok. Wyciskam sok najpierw do miseczki, tak jest mi łatwiej, mogę wybrać pestki i pryskającym na boki sokiem nie ubrudzę dzbanka, w którym podaje lemoniadę. W dzbanku rozpuszczam w wodzie cukier i dżem. Dodaję sok razem z drobinkami cytryny, bo lubię jak w napoju chrupią mi cząsteczki owoców. Oczywiście można przecedzić sok. Na koniec kilka listków bazylii zgniatam w palcach i wrzucam do lemoniady. Całość mieszam i podaje z lodem. 
Dżem z rabarbaru nie jest konieczny, dodałem go bo miałem akurat resztkę w lodówce. Myślę, że świetnie sprawdziłby się świeży rabarbar, pokrojony w kawałki i ugnieciony z cukrem, żeby puścił sok. Już wiem jak będzie wyglądać moja następna lemoniada :) Zazwyczaj do lemoniady dodaje się mięte albo melisę, jako że nie mam żadnego z tych ziół postanowiłem spróbować z bazylią i efekt jest naprawdę świetny. Delikatny aromat bazylii czuć na drugim planie, zaraz po słodko-kwaśnym smaku lemoniady. Naprawdę warto spróbować.




Sałatka z sosem chrzanowym






















Ostatnio jem dużo sałatek, bo postanowiłem zrzucić parę nadprogramowych kilogramów. Oczywiście najprościej zrobić sałatkę z vinegretem, który można przygotować w wielu odsłonach. Ale niestety oliwa, pomimo że jest zdrowa, jest bardzo kaloryczna, łyżka oliwy zawiera ok. 100 kcal. Dlatego szukam czasem czegoś na zastępstwo. Tym razem w lodówce wpadł mi w oko słoiczek z chrzanem, w połączeniu z jogurtem naturalnym stworzył świetny sos, który idealnie komponował się ze słodkim jabłkiem.

Ale chrzan ma nie tylko świetne właściwości smakowe, jest też bardzo zdrowy. Chrzan to bylina, która rośnie w Polsce od wieków, czasem jest wręcz uważany za chwast. Bez problemu można go znaleźć na polach, ale także w miastach, w ogródkach, a nawet na zwykłych trawnikach. Oczywiście zdrowszy jest taki z wiejskiego pola niż z trawnika tuż przy ruchliwej ulicy. Przyzwyczajeni jesteśmy do używania przede wszystkim korzenia chrzanu. Liści używa się zwykle do kiszenia ogórków, jednak mało kto wie, że młode liście chrzanu nadają się na sałatkę. Chrzan jest świetnym źródłem witaminy C, zawiera też prowitaminę A, witaminy z grupy B oraz sporo potasu. Zawiera wiele substancji o działaniu bakteriobójczym, wyprzedzają go tylko cebula i czosnek, dlatego świetnie nadaje się na przeziębienie. Chrzan używany tradycyjnie jako dodatek do mięs nie tylko poprawia smak. Ułatwia trawienie białek zwierzęcych i usprawnia przemianę materii. Chrzan ma też wiele właściwości, które dawniej powszechnie wykorzystywane były na wsi. Sok z chrzanu dodany do mleka sprawiał, że nie kwaśniało zbyt szybko. Liście chrzanu używane do zawijania przedłużały świeżość masła, a także ryb, mięs i wędlin. Dziś raczej nie będziemy stosować chrzanu do takich celów, jednak nadal warto dodawać kawałek chrzanu do kiszonych ogórków, ponieważ zapobiega ich rozmiękaniu. Podobno kawałki chrzanu rozłożone w spiżarni zapobiegają psuciu się przetworów, zaś okłady z tartego chrzanu pomagają na bóle reumatyczne. Jak widać chrzan ma same zalety, najlepszy jest świeży, ale ze słoika też jest świetny.

Składniki (1 porcja):
  • 1/3 główki sałaty lodowej (lub dowolnej innej sałaty lub mieszanka)
  • 1 pomidor
  • 1/3 jabłka
  • 3 łyżki jogurtu naturalnego
  • 1 łyżeczka chrzanu
  • Sól
 
Przygotowanie:
Sałatę porwać lub pokroić, pomidora pokroić w kostkę, jabłko w półplasterki. Jogurt wymieszać z chrzanem i solą. Chrzanu dodać do smaku, zależnie od tego czy lubimy potrawy ostrzejsze czy łagodniejsze. Całość wymieszać i zjeść.
Pamiętajmy, żeby używać chrzanu tartego, a nie sosu chrzanowego. Sos jest delikatniejszy w smaku, a także robiony na bazie majonezu, więc jeśli zależy nam na ograniczeniu kalorii uważajmy co kupujemy.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...